Bajki z karawany

Serce Wody

Przyszedłem w płaszczu z kapturem.

Park Bródnowski, czerwiec. Między drzewami rozstawiłem gongi, misy, bęben oceaniczny, grzechotki. Sześciolatki przybyły chwilę później i zastanawiały się co to za jeden.

Zaczęliśmy od emocji. Najpierw je wymieniliśmy — co to w ogóle jest złość, strach, smutek, radość. Zapisaliśmy na kartkach. Potem wstaliśmy i zaczęliśmy tańczyć do handpana — skakać, wirować, sunąć po ziemi. W chwili gdy muzyka przestawała grać wszyscy zamierali i pokazywali ciałem wybraną emocję. Kto się poruszył, przechodził do grupy obserwatorów. Jeden chłopiec był przekonany, że strach wygląda jak rozłożone ramiona. Może miał rację.

Potem usiedliśmy. Poprosiłem żeby zamknęli oczy.

Zacząłem grać na misach. Cicho. Bardzo cicho.

„Wyobraźcie sobie, że siedzicie nad jeziorem. Woda jest spokojna. Ale to nie jest zwykłe jezioro — ono czuje. I słucha.”

I zaczęła się bajka o Witomirze — małym człowieku, który miał sześć lat i nie wiedział co zrobić ze swoimi emocjami. Kiedy się złościł, krzyczał. Kiedy było mu smutno, uciekał nad wodę. Pewnego dnia jezioro odpowiedziało. Zaprosiło go w głąb.

Tam mieszkały emocje jako postaci.

Wodnica powiedziała Witomirowi: każda emocja jest jak fala. Przyjdzie i odpłynie. Oddychaj z nią. Nazwij. Pozwól odejść.

Potem dzieci losowały karteczki z emocjami i pokazywały je ciałem. Grałem to co widziałem. Jeden chłopiec wylosował spokój i stanął bez ruchu z zamkniętymi oczami. Grałem bardzo delikatnie. Stał tak może minutę. Dla sześciolatka to wieczność.

Wyszedłem z ogrodu z płaszczem przewieszonym przez ramię. Gongi spakowałem. Dzieci zostały z bajką.

← Wróć do dziennika