To niesamowite, jak festiwal Conscious Man rozwija się z roku na rok, przyciągając coraz więcej mężczyzn. W tym roku w okolice Paradyża dotarło ich około 1400. Liczba mówi sama za siebie, ale warto wspomnieć też o tym, czego na pierwszy rzut oka nie widać. Rok temu pisałem, że w tej przestrzeni każdy znajdzie coś dla siebie. Masz ochotę na transformację? Jest do tego odpowiednia strefa, jest też szałas potu. Masz potrzebę rozwinąć swoje umiejętności w stylu “przyda się”, bez duchowego “pow-wow”? Jest też strefa umiejętności, są warsztaty pracy z drewnem (i to nie na byle jakim sprzęcie). Harmonogram każdej strefy wypełniony po brzegi. Największą jednak wartością jest to, jak ta przestrzeń jest zadbana przez organizatorów – i to nie tylko względem uczestników, ale także osób prowadzących prelekcje. Są ludzie oddelegowani do tego, żeby słuchać i dbać o uczestników. Podobnie prelegenci mogą liczyć na wsparcie. Kim byś nie był, możesz liczyć na to, że ktoś wesprze Cię w tym, z czym się mierzysz. Warto tam zajrzeć, na bank każdy znajdzie coś dla siebie. Warto też dać sobie szansę, by zostać wysłuchanym.
W tym roku miałem przyjemność zagrać koncert mis i gongów. Udało się stworzyć niesamowitą przestrzeń, która w otoczeniu żywiołów prowadziła uczestników w synergii z dźwiękiem. Pierwszy raz miałem możliwość grać zahipnotyzowany wznoszącym się nad festiwalowym horyzontem księżycem. Za to kolejny raz, ze względu na zmieniające się warunki, koncert potoczył się własnym biegiem. Dziękuję zatem ekipie Conscious Man z Maciejem na czele za organizację i Lightbringer – flutemaker, Fabianowi za pomoc.




